Archive for Luty, 2011

kham zimą, czyli dlaczego znów tybet?

Wbrew zasadzie stopniowania napięcia, na postawione w tytule tego wpisu pytanie odpowiem nie tylko od razu, ale i mało konkretnie: nie wiem. Ilekroć wreszcie dotrę do jakiegoś tybetańskiego miejsca w Chinach, co zazwyczaj poprzedzone jest kilkudniową jazdą w rozklekotanych autobusach, podskakujących na ciągle remontowanych serpentyniastych drogach, zadaję sobie to samo pytanie i ciągle nie mogę na nie znaleźć bardziej konkretnej odpowiedzi. Wyjątkowość tych miejsc jest z pewnością w dużej części zasługą przyrody. Tybetańczycy, jakimś dziwnym trafem, zawsze mieszkają w miejscach gdzie są dwie rzeczy: niesamowite niebo — obłędnie niebieskie dniem i bajecznie rozgwieżdżone nocą, i góry — zielone z czarnymi plamkami rogatych jaków w okolicach jeziora Qinghai; surowy, pustynny masyw Kunlun na granicy z Xinjiang;  czy wreszcie majestatycznie ośnieżone szczyty zachodniego Sichuanu, nie wspominając o królujących nad południem administracyjnego Tybetu ośmiotysięcznikach. (więcej…)

Reklamy

zimowy rekonesans okolic kawa karpo

Leżący u stóp Góry Jadeitowego Smoka Lijiang, w przeddzień chińskiego Nowego Roku, rozświetlony jest tysiącem czerwonych lampionów. Przyklejone pionowo po obu stronach drewnianej bramy, wyblakłe i poszargane wiatrem ubiegłoroczne dwuwiersze, czekają cierpliwie na wigilijny wieczór, kiedy to zastąpione zostaną nowymi, wychodzącymi właśnie spod pędzla lokalnego mistrza kaligrafii. Jednak, nawet na pierwszy rzut oka postronnego obserwatora, różnią się one od tych, widzianych w innych częściach Chin — zamiast chińskich znaków wymalowane są na nich ptaki, słońca i inne piktogramy obrazkowego pisma Naxi. (więcej…)