Najnowsze

rower i cerkwie czyli beskid niski

Po raz kolejny potwierdziło się to, o czym przekonaliśmy się z Olą w czasie naszej wyprawy śladami „Polski egzotycznej” od Suwałk do Przemyśla w 2005 roku — rower to najlepszy sposób podróżowania. Idealny balans: jedzie szybciej niż piechur, ale zdecydowanie wolniej niż autobus. Ileż razy w czasie podróży mija się miejsca, w których z chęcią człowiek by się zatrzymał, ale zawsze jakiś bilet, rozkład jazdy, następny autobus. No i jest ta szyba oddzielająca nas od świata: niby przez nią też wszystko widać, ale jakoś trochę inaczej. Na rowerze — zatrzymujesz się tam gdzie chcesz, podjeżdzasz do miejsc, gdzie trudno dotrzeć bez własnego środka lokomocji. A wieczorem rozbijasz namiot z dala od zgiełku miasta… Ciąg dalszy tej strony »

Reklamy

być tamadą

Długa cisza na blogu z Gruzji oznaczać może tylko jedno: supra. Stół zastawiony czym chata bogata, litry wina i poetyckie toasty. Pierwsza miała miejsce w Sighnaghi, dokąd z klasztoru Davit Gareji na azerbejdżańskiej granicy zabrałem się marszrutką pełną przedszkolanek z Kutaisi. Wieczorem miałem okazję spróbować większości gruzińskich potraw, i to wszystko domowej roboty. Tamadą, czyli „przewodniczącym” supry była pani dyrektor przedszkola. O tym, że to pani dyrektor, można bylo wnioskować nie tyle z wieku, co z jej szerokiej postury. Ciąg dalszy tej strony »

na wschód przez zachód

Piąta rano w Kostrzynie. To chyba pierwszy raz kiedy podróż na Wschód rozpoczynam jadąc na Zachód. W dworcowym barze, za cenę herbaty z cytryną w styropianowym kubku, od pani z chrypiącym głosem dowiaduję się, że system „za 5 euro do Berlina” jeszcze funkcjonuje, trzeba tylko poczekać, bo piąta rano to mimo wszystko zbyt wczesna pora.

lepiej kijek pocienkować…

Koniec roku (i nie tylko), świadectwo odebrane, wyruszamy na Zakaukazie.  Zamiast statywu — kijki, więc znowu nic nie wyszło z prób odchudzenia bagażu. Tym bardziej, że pochuchałem na zimne i zapakowałem puchowy śpiwór. Mówią, że lepiej kijek pocienkować, niż go później pogrubić…

kekexili

Zainspirowany filmem Kekexili — mountain patrol pojechałem, zobaczyłem i serdecznie polecam. Poniżej garść informacji.

Rezerwat

Kekexili (mong. Hoh Xil) jest określane jako wu ren qu czyli miejsce bez ludzi. W wewnętrzym Kekexili, na zachód od drogi krajowej 109, rzeczywiście na stale nie mieszkają ludzie. Za to zwierzat jest tam mnóstwo, zidentyfikowano 230 gatunków: m.in. antlopy tybetańskie, dzikie osły, wilki, niedźwiedzie.  Po „partyzanckich” probach ochrony zwierząt przed kłusownikami, podejmowanych przez tybetańskich ochotników (polecam film), rząd w 1995 roku podjął decyzję o ustanowieniu chronionego prawem rezerwatu przyrody obejmującego 45 tys. km kw., czyli ponad połowę obszaru Kekexili. Ciąg dalszy tej strony »